POMOGLIŚMY JUŻ

   Ninka

Nika

Ninka jako 5 miesięczne dziecko otrzymała diagnozę: padaczka lekooporna, całkowite zaburzenia rozwojowe i zaburzenia metaboliczne. Po ponad 5 miesiącach spędzonych  w szpitalu wyszliśmy z dzieckiem w znacznie gorszej formie. Z czasem Ninka otwierała się  na świat. Odeszliśmy od medycyny konwencjonalnej.
Leczenie niekonwencjonalne i rehabilitacja zaczęły przynosić sukcesy. Jednak po skończeniu drugiego roku życia stan Ninki zaczął się pogarszać. Przestała całkowicie trawić, cofnęły się wszystkie sukcesy w rehabilitacji. Nic nie pomagało. W tedy przez znajomych poznaliśmy Panią Krysię. pani Krysia i modlitwy w przeciągu 2 miesięcy całkowicie zmieniły nasze życie. Zaprosiliśmy Boga do naszych serc i nowego domu.
Ninka przestała chudnąć, przybiera stale na wadze, zdrowieje. Relację między Nami bardzo się poprawiły żale, pretensje, lęki odchodzą od nas. Nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć jak nasze życie wyglądało  zanim zaczęliśmy się modlić.
Dziękujemy za wszystkie cuda, których doświadczamy z każdym dniem. Dziękujemy za wszystkie modlitwy ,za naszą Ninkę.

Dziękujemy z całego serca i duszy

Ninka, Maja, Ania i Robert

Każdego kto przeczyta tą kartkę prosimy o modlitwę i wysyłanie miłości i wybaczenia do Niny, bo poza Bogiem, Miłością i wybaczeniem na tym świecie NIC NIE ISTNIEJE!!!

Kwiecień 2013

Pragnę podziękować Sathya Sai Babie i Krystynie za uzdrowienie mojej córki. Przyjmij Boże proszę moje skromne podziękowanie, bo nie znam słów, które wyraziłyby moją wdzięczność. Dziękuję za transformację, łaski i błogosławieństwa dla nas. Dziękuję za Twoją miłość, za to że po wielu moich walkach z Tobą, Ty znowu przytuliłeś nas do Swego Serca. Dziękuję że wszystko stało się teraz takie proste, dziękuję że dajesz nam więcej niż sami oczekujemy. Dziękuję że mogłyśmy przyjechać do Puttaparthi i spędzić tam 6 miesięcy. Om Sri Sai Ram.

 

Dziękuję że dzięki łasce Sathya Sai Baby mogłyśmy większość dnia spędzać w Jego aszramie, na pudży rano, potem podczas śpiewania Wed i bajhanów. Ninka dostawała do picia Vibuthi – święty proszek materializowany przez Sai Babę, piła wodę z płatkami kwiatów z Samadhi. Na Samadhi i w Mandirze, gdzie energia Sai Baby jest niezwykle silna Ninka przebywała, kiedy tylko to było możliwe.

 

Dziękuję Krysi, dzięki której ten wyjazd się urzeczywistnił. Dziękuję za możliwość uczestniczenia w paleniu Świętego Ognia, podczas którego Krysia oczyszczała Ninkę i modliliśmy się za całe Stworzenie. Dziękuję za możliwość zobaczenia jak Bóg Twoimi rękami czyni cuda.

 

Po powrocie do Polski wszyscy widzą i cieszą się wielkimi zmianami u Ninki. Przez te 6 miesięcy przybrała na wadze, jak również urosła. Jej oczy pracują w bardziej skoordynowany sposób. Potrafi wodzić oczami za osobami lub przedmiotami w jej polu widzenia, czas reagowania jest o wiele szybszy niż przed przyjazdem. Jej słuch się poprawił, co widać po reakcji na bodźce słuchowe, rozpoznaje dźwięki i reaguje odpowiednio. Wydaje więcej dźwięków, próbuje nawiązać rozmowę. Jej brzuch nie jest taki wzdęły, lepsze trawienie. Jej ruchu są mniej spastyczne, potrafi na polecenie świadomie zgiąć i wyprostować nóżki. We wszystkich jej ruchach zwiększyła się celowość. Zwiększyła się jej muskulatura, wzmocniła szyja, klatka piersiowa, ręce i nogi. Jej nóżki, które do tej pory nie pracowały w ogóle, wzmocniły się na, tyle, że potrafi się odepchnąć stopą od oparcia. Potrafi utrzymać ciężar ciała przez parę sekund stojąc z przytrzymaniem. Emocjonalnie Ninka zmieniła się z dziecka płaczem i prężeniem reagującym na wszelkie zmiany na dziecko, które z uśmiechem wita nowe osoby, interesuje się otoczeniem.

 

Przesyłam całemu Stworzeniu Miłość, Wybaczenie i Wdzięczność dziękując za uzdrowienie Ninki, za przywrócenie wiary, za wszystkie łaski które spływają na nas. Dziękuję w ten sposób, bo nie mogę ująć słowami mojej wdzięczności za Nieskończone Miłosierdzie, którego doświadczam w każdej chwili.

 

Paulinka

Paulinka, którą widać na zdjęciu jest naszą drugą córeczką. Gdy się urodziła wprowadziła wiele zmian w naszym życiu. Długo nie mogliśmy dać sobie rady z przerastającą nas sytuacją. Strach, odpowiedzialność i niezrozumienie problemów Paulinki kumulowały się w nas  powodując duży stres, ciągłe kłótnie i żal.
Żal i smutek oraz niewiedza… Dlaczego My! Dlaczego nasze dziecko? Dlaczego ten mały Aniołek tak musi cierpieć, za czyje grzechy? Co zrobiliśmy nie tak? Przecież jesteśmy dobrymi ludźmi…
Paulinka była obciążona : padaczką lekooporną, małogłowiem, cechami autystycznymi, nieprawidłowym napięciem mięśniowym, kompletnym brakiem chęci do życia w społeczeństwie.
Uśmiech na twarzy dziecka, który jest tak naturalny u Niej zobaczyliśmy dopiero w 6-tym m-cu życia i o każdy walczyliśmy godzinnymi bataliami. A radość jaką nam dawał był cenniejszy od pałacu z pełnym skarbem. Potem kolejny pobyt w szpitalu i eksperymenty lekarzy  z coraz to silniejszymi lekami spowodowały, że nasze dziecko przypominało  bardziej warzywo. Poza płaczem nie widzieliśmy u Niej nic!!! Po powrocie do domu zaczęliśmy się starać jeszcze bardziej : godziny, dni, miesiące poszukiwań w internecie, książkach sposobów jak pomóc naszej Paulince zaowocowały. Zmieniliśmy dietę ( na bezglutenową, bezmleczną i bezcukrową )zmieniliśmy metodę rehabilitacji ( na metodę domową bardzo wyczerpującą  dla opiekunów – ćwiczenia od rana do wieczora ).
Mimo postępów w rozwoju Paulinki i stabilizacji  jej nastroju, poprawy humoru, nadal nam czegoś brakowało.
Mimo,że nie byliśmy biednymi ludźmi rehabilitacja, żywienie i inne pomocnicze środki dla Paulinki zaczęły przekraczać nasze możliwości finansowe, więc rozprowadziliśmy apel o pomoc dla Paulinki. Głównie chodziło Nam o pomoc finansową, lecz nieoczekiwanie zadzwonił telefon z ofertą pomocy – była to Pani Krysia, która zobaczywszy zdjęcie Paulinki poczuła, że to dziecko musi zobaczyć i mu pomóc. Nie zapieraliśmy się, lecz słaba wiara nie prowadziła nas do Solca-Zdroju. Wydawało Nam się, że robimy wszystko najlepiej jak potrafimy dla Paulinki, że są efekty i nie potrzebujemy pani Krysi.
Ale Pani Krysia nie przejmując się niczym ,wsiadła w auto i zawitała w naszym domu, wywołując swoją osobą niemałe kontrowersje 🙂
W tedy nie zdawaliśmy sobie sprawy z rangi jakie to spotkanie miało. Od tego momentu zaczęło się zmieniać nasze życie i zdrowie Paulinki zaczęło przyspieszać w powrocie do normalności.
Pani Krysia dokonała cudu, takiego malutkiego a zarazem takiego wielkiego i te cuda dzieją się nadal…
Jednymi z pierwszych pytań jakie usłyszeliśmy było :
– kiedy byliście w Kościele?
– kiedy następna Msza za Paulinkę?
– dlaczego szukacie bezpośrednich rozwiązań a nie rozmawiacie z Bogiem?
Pani Krysia otworzyła nam oczy, nawet nie byliśmy świadomi, że je zamknęliśmy.
Nigdy nie przestaliśmy wierzyć w Boga, ale o Nim zapomnieliśmy, nie było już dla Niego czasu. Przywrócona wiara w Boga dała nam więcej niż tona cudownych pastylek! Dużo lepiej widać, gdy oczy są otwarte, Paulinka była zawsze przez Nas kochana, ale piętno jakie nosiła ciążyło nam bardzo, do tego momentu!
Dostrzegaliśmy, że Paulinka jest dla nas darem od Boga, pomaga nam stać się wrażliwszymi ludźmi, dostrzegającymi wartości o wiele ważniejsze niż pieniądze, auto, dom i wycieczki.
Paulinka sprowadziła nas na drogę, której zawsze szukaliśmy. Jak zasłużyć na życie  na życie wieczne w domu Boga, jest dla nas możliwością na wykazanie się przed Stwórcą. Dostaliśmy zadanie ciężkie, ale i radosne, dostaliśmy w opiekę duszyczkę w schorowanym ciele, mamy o nią dbać i jej pomagać. A radość jaką nam daje pokazując uśmiech na twarzy, kolejną rzecz, której się nauczy czy nowa czynność, której się nauczy jest dla nas pochwałą od Boga, że idziemy w dobrym kierunku.
Refleksja jaka mi się nasuwa pisząc te słowa jest fakt, że od momentu spotkania z Panią Krysią przestaliśmy się kłócić w domu, atmosfera poprawiła się na tyle, że nie mogę sobie przypomnieć jak mogliśmy żyć w takiej atmosferze, stresie i wyzwiskach.
Staramy się przynajmniej raz w tygodniu jeździć do pani Krysi, gdyż ma w sobie coś tak dobrego, że mogę to nazwać tylko Bogiem! Modlitwy Pani Krysi bardzo nam pomogły. Paulinka żywo interesuje się światem, coraz lepiej panuje nad swoim ciałem, uśmiecha się, łapie kontakt z ludźmi i zapomnieliśmy o padaczce !
Dostrzegliśmy sens słów, które znamy od małego : że Bóg jest wszędzie… Jest i w nas  wystarczy tylko Go nie przysłaniać, a pomoże nam rozbłysnąć!
P.S. Pragniemy gorąco podziękować za pomoc dla nas i dla Paulinki. Pani Krysiu! Jesteśmy szczęśliwi, że tacy ludzie żyją wśród nas i przede wszystkim, że mieliśmy szczęście spotkać Panią na naszej drodze.
Proszę każdą osobę czytającą naszą historię by pielęgnowały w sobie dobro . Gdy będzie nas „widzących dobro” więcej cały świat na tym skorzysta i wiele dusz znajdzie swoją drogę.
Paulinka i inne dzieci będą miały prostszy i bardziej oświetlony szlak, by łatwiej przejść przez życie!
„Wysyłam miłość i wybaczenie oraz wdzięczność do Boga, do pani Krysi i całego stworzenia”

Rodzice Paulinki
Dorota i Piotr

Halina

Mam 61 lat. Po 20 roku życia zaczęły mnie atakować choroby.
W pierwszej kolejności gościec. Zaczął atakować wszystkie stawy rąk i nóg oraz pozostałe części organizmu.
To z kolei spowodowało mój dyskomfort  w codziennym funkcjonowaniu.
Dla mojego ułatwienia życia wykonano liczne operacje, które przyniosły efekt przeciwny.
Jedyny korzystny zabieg to wszczepienie sztucznych bioder, które ułatwiają mi możliwość chodzenia. Lecz gościec był postępujący spowodowało ograniczenie funkcjonalności stawów. Dodatkowo zaatakował mnie LUPUS-TOCZEŃ.
W 2006 roku zmieniłam profil żywieniowy, który wyeliminował postęp choroby i konsumpcję leków. Nie mniej jednak nadal dokuczały mi bóle spowodowane zmianami jakie w organizmie zaszły. M.in. przykurcze kończyn, które ograniczały moje poruszanie się. Mój chód wyglądał w ten sposób, że maleńkie kroczki robiłam i miałam zachwianą równowagę, kiwałam się  na boki jak pingwinek. Rączki utrudniały mi spożywanie pokarmów.
W 2011 roku w październiku pojechałam do Ośrodka „Krystyna” i stwierdziłam, że podczas kuracji biorąc czynny udział we wspólnych modlitwach – zdrowie moje poprawiło się.
Na koniec turnusu poczułam się szczęśliwa ,gdyż dzięki modlitwom doznałam łask uzdrawiających. Dzięki czemu została przywrócona moja sprawność fizyczna.
Teraz mogę przykucnąć mój chód ma wydłużone i pewnie stawiające kroki, nie kiwam się na boki jak wcześniej. Mam zachowaną równowagę.
Po 25 latach zatańczyłam na zakończenie turnusu…
Świadectwo uzdrowienia dałam na oczach wszystkich uczestników turnusu (który trwał od 1-14.10.2011r) i które potwierdzam niniejszym wpisem. Jestem dzisiaj szczęśliwa. Raduję się dziękując Bogu za wspaniałą atmosferę domową-rodzinną, w tym Ośrodku. Składam serdeczne Bóg zapłać.
Krysiu jeszcze raz z całego serca bardzo dziękuję Ci za wszystko co dla mnie zrobiłaś.

Halina.

Pola

Pola urodziła się 17.06.2011r.w kieleckim szpitalu jako zdrowe dziecko z 10 punktami w skali Apgar. W 13 dniu życia była bardzo niespokojna i płaczliwa, a wieczorem zrobiła kupkę w ciemnym kolorze. Od razu pojechaliśmy do szpitala dziecięcego.
Tego wieczora została umieszczona na oddziale zakaźnym, gdyż lekarze uznali iż przechodzi chorobę rotawirusową. Następnego dnia Pola była przybita, płaczliwa i wyraźnie było widać, że cierpi. W ciągu jednej godziny wymiotowała 5 razy. Po serii różnych badań takich jak usg brzucha i rtg lekarze podjęli decyzję o operacji. Jadąc na operację nasze dziecko tak cierpiało ,iż wydawało się nam, że operacja jest jedynym rozwiązaniem by uśmierzyć Jej ból. W trakcie operacji byliśmy mocno zdenerwowani, ale i pełni nadziei że po niej będzie lepiej co w jakiś sposób pomagało się nam uspokoić. Nasza starsza córka – Julia rok wcześniej też była operowana, więc mieliśmy pozytywne doświadczenia. Po ponad 2 godzinach operacji usłyszeliśmy informację od lekarza, że Pola jest w stanie krytycznym i najbliższe godziny pokażą co z Nią będzie. Stwierdzono patologię naczyń chłonnych krezki jelita cienkiego z zaburzeniami unaczynienia jelita, skręcony guz jajnika prawego na pętle jelitowe, zaburzenia zwrotu jelit i wady umocowania jelita katnica po lewej stronie.
Amputowano wyrostek robaczkowy. Po operacji Pola leżała 7 dni na Oddziale Chirurgii Dziecięcej. W tym czasie modliło się o zdrowie dla Polci wiele osób w tym Pani Krystyna, myślę iż to dało naszej córci siłę i pomogło w szybkim powrocie do zdrowia, gdyż jest niezwykle spokojnym, radosnym i wesołym dzieckiem.
Potwierdzają to także wyniki badań i oprócz niewielkich problemów z woreczkiem żółciowym.

Pola jest zdrowa. Rozwija się niezwykle szybko, jest otwarta na świat, lubi gdy coś się dzieje, lubi ludzi, pozwala prawie każdemu wziąć się na ręce, umie się sama wyciszyć, spokojnie śpi i swoim uśmiechem daje nam ogromną radość i siłę do życia.

Wiktoria

Podziękowanie dla Kochanej Pani Krysi za wszystko, a przede wszystkim  za modlitwę za Nasz Wiktorię – i nie tylko.
Do Pani Krysi do Solca trafiliśmy z Wielkopolskiej Ziemi przez znajomą mamy z U.S.A która przyjechała tutaj na kurację siarkową. Nasza Wiktoria obecnie skończyła  5 lat. W 2 miesiącu życia córki otrzymałam orzeczenie, że dziecko jest z Z.D.- przeżyliśmy rodzinnie szok. Życie toczyło się dalej,
wzięliśmy się ostro za rehabilitację i wizyty w różnych gabinetach lekarskich, z których dowiadywaliśmy się
„Dzięki Bogu” że nic więcej jej nie grozi.
Rehabilitacja dawała bardzo duże postępy dziecko stawało się coraz sprawniejsze.

Wierzyliśmy, że Bóg da, iż przyjdzie taki czas, że będzie mówić babcia, dziadzia…taki czas nastąpił. W Solcu u Pani Krysi byliśmy pierwszy raz w sierpniu 2011r.i od tego czasu zaczęła się ogromna poprawa, przemiana w naszej Wiktorii – język zaczął się rozwiązywać, mózg pracować. Obecnie jesteśmy tutaj już 3 raz – dziecko czuje się tutaj jak w domu. Obserwując Wiktorię od 1-szego do obecnego tutaj pobytu widzę ogromną zmianę.

Nasze modlitwy są bardzo gorące wysyłamy „Miłość i Wybaczenie do Boga i Wdzięczność” prosząc o Modlitwę wszystkich, którzy zbierają się na modlitwach u „Naszej Krysi” jak Ją z ogromną miłością nazywamy. Razem ze mną do Krysi przyjeżdża mój syn, mama i teściowa. Wszyscy razem serdecznie dziękujemy za wszystko. KRYSIU CZUJEMY SIĘ TUTAJ „WSPANIALE”.

Ninka

Chorobę Ninki zdiagnozowano jako „Wady rozwojowe mózgu” (Q04.8 wgICD-10) oraz „Całościowe zaburzenia rozwoju” (F84.9 wg ICD-10).Stwierdzono u niej również padaczkę lekooporną i małogłowie. Na skutek uszkodzenia móżdżku, pnia i mostu mózgu, nie rozwijała się jak jej rówieśnicy. Dodatkowo, Nina cierpiała na liczne dolegliwości. Nieprawidłowo działał układ pokarmowy, występował postępujący niedobór wagi i wzrostu oraz zaburzony metabolizm. Rozbity układ odpornościowy w niewystarczającym stopniu chronił przed nieustannie występującymi alergiami i infekcjami.

Przeszła długą drogę, bardzo dużo wycierpiała. Najpierw powierzyliśmy zdrowie Ninki lekarzom konwencjonalnym, i dopiero teraz kiedy Nina ma ponad 3 latka możemy patrzeć bez strachu na tzw. Służbę Zdrowia. Potem skierowaliśmy się do lekarzy niekonwencjonalnych, część błędów udało się naprawić. Ninka choć była malutka, przebijała swoją listą obowiązków niejednego dorosłego. Każdego dnia ćwiczyła z nami, wolontariuszami i rehabilitantami ucząc się tego, co zdrowym dzieciom przychodzi naturalnie i bez trudu. I udało się, dzięki codziennej rehabilitacji i zaangażowania wielu osób, Ninka zaczęła interesować się światem dookoła, odkryła swoje rączki i z każdym dniem uczy się je kontrolować. Nauczyła się kontrolować głowę, coraz więcej rozumiała. Wydawało nam się że już wszystko mamy ustawione, że ciężką pracą dopniemy swego –usamodzielnimy Ninę. Niestety brakowało Nam Tego Najważniejszego by się udało. W naszym życiu brakowało Boga. Więc jak można się było spodziewać nasz misterny plan zaczął się walić. Stan fizyczny Ninki pogarszał się z dnia na dzień. Przez 4 miesiące straciła ponad 2 kilogramy, przestała prawie spać, była znerwicowana, nadpobudliwa, przestała trawić, była małym6-kilogramowym kłębkiem bólu, nerwów i cierpienia.

W maju 2011, kiedy było już bardzo źle, znajomi pomogli nam się skontaktować z Panią Krysią. Już po pierwszej rozmowie telefonicznej Ninka zjadła spokojnie cały posiłek bez płaczu. Zaczęliśmy się modlić, przyjeżdżać do Solca i w przeciągu paru miesięcy nasze życie zmieniło się nie do poznania. Ninka przybiera na wadze, zaczęła rosnąć i wszerz i wzdłuż, blokady w jej ciele znikają, napięcia się zmniejszają, skończyły się zapaści oddechowe, jest coraz pogodniejsza i radośniejsza. Po prostu zdrowieje.

Zaprosiliśmy Boga do naszego domu i naszych serc. Teraz codziennie widzimy jego Obecność i opiekę. Relacje w naszej rodzinie bardzo się poprawiły, śmiech i radość wyparły krzyki, żale, pretensje i kłótnie. Odchodzą od nas lęki, przywiązania. Wystarczy zrobić jeden krok w stronę Boga, a on zrobi ich 100 w naszym kierunku. Ciężko sobie przypomnieć jak nasze życie wyglądało wcześniej.

Nie mielibyśmy tego gdyby nie otworzyła nam oczu Pani Krysia, właściwie to złapała nas „za fraki” i wyciągnęła z tego dołu w którym byliśmy J.Dziękujemy Bogu i Pani Krysi za cuda, których doświadczamy każdego dnia. Dziękujemy za nasz spokój duszy, teraz wiemy że czuwa nad nami Opatrzność i prowadzi nas i Ninkę do zdrowia i szczęścia. Jakby ta droga nie wydawała się wyboista, wiemy że na mecie czekana nas radość. Dziękujemy za wszystkie modlitwy za naszą córeczkę.

Dziękujemy z całego serca i duszy

Ninka, Maja, Ania i Robert

Patrycja

W grudniu 2011 złamałam sobie kość piętową prawej stopy w 5 miejscach wielo odłamowo. Złamanie było skomplikowane i lekarze mówili, że po zdjęciu gipsu mogę mieć stałe problemy z tą nogą. Po zdjęciu gipsu okazało się, że noga jest zrośnięta wprost idealnie bez jakichkolwiek śladów złamania czy uszczerbku na kości. Lekarz stwierdził, że po takim złamaniu jest wręcz niemożliwym tak doskonałe zrośnięcie kości. Po zwykłym złamaniu kości pięty ludzie mają problem z piętą Achillesa, odczuwają stałe bóle i problemy przy chodzeniu, kobiety nie mogą chodzić w butach na obcasie, noga jest spuchnięta, obolała stale i jest widoczna różnica w kształcie nogi złamanej i zdrowej. U mnie natomiast niema żadnego śladu również zewnętrznie i nie mam żadnych kłopotów z nogą. W trakcie jak miałam gips, miałam robione prawie codziennie zabiegi bioenergoterapeutyczne i masaż misami tybetańskimi oraz brałam udziały w modlitwach uzdrawiających. Dzięki temu oraz całkowitemu poddaniu się woli Boga i oddaniu mu się w opiekę mój stan zdrowia jest wręcz idealny. Po 5 miesiącach od złamania chodziłam w szpilkach i nie odczuwam w ogóle żadnych problemów zdrowotnych.

Dziękuję za pomoc w wyzdrowieniu, za modlitwy za mnie i innych ludzi, za wszystko po prostu.

Patrycja

Adolf Kaniewski

Dziękuję Pani Krysi za opiekę i wyleczenie mnie z chorób fizycznych i duchowych. Byłem bardzo upośledzony fizycznie wskutek wypadków, jakich doznałem w czasie pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim. Cierpiałem kilka lat, chodziłem o kulach, gdyż moje kalectwo zaliczone było do pierwszej grupy inwalidzkiej. Po przyjechaniu do sanatorium w Solcu Zdrój zaczęto mnie leczyć. Najpierw Pani Krysia wzięła mnie na leczenie duchowe, żebym nie myślał o kalectwie, a uwierzył, że dzięki Bogu, jego sile zostanę uzdrowiony, uleczony. Dzięki zabiegom, jakie tu otrzymałem i modlitwie i Pani Krysi choroba bardzo się zmniejszyła. CHODZĘ O WŁASNYCH SIŁACH I ODRZUCIŁEM KULE. Teraz chodzę bez laski, o własnych siłach. Jestem zadowolony, że tu trafiłem, do sanatorium i do Krystyny. Jestem tu trzeci raz.

Dziękuję wszystkim pracownikom i gospodarzom sanatorium „Krystyna” w Solcu Zdrój i Pani Krysi za dobrą i czułą opiekę, jaką nas obdarzono w czasie mojego leczenia.

Halina Kaniewska

Pobyt w Solcu Zdroju pomógł mi dojść do zdrowia przez Panią Krysię. Jej modlitwy mnie uspokoiły, wyciszyły. Poczułam się lepiej i czuję się coraz lepiej. Za jej modlitwy chcę jej podziękować jak tylko moje serce, moja dusza, mój rozum może to zrozumieć jak Bóg kieruje nami i jak pomaga. Dziękuję jeszcze raz, dwa, dziesiątki, setki, tysiące razy za oczyszczenie mojej duszy i ciała. Jestem bardzo szczęśliwa i spokojna teraz. Mogę starsze lata mojego życia spędzić w spokoju w Bogu i z Bogiem.

Bóg zapłać Pani Krysi.

Adrian

Chciałbym podziękować pani Krystynie za wspaniała i bezinteresowną pomoc uratowała mi pani życie i to wielkie szczęście , że panią spotkałem dziękuje dziękuje jeszcze raz dziękuje za uratowanie mojego życia dziękuje !

Cudowna kobieta potężny mag i wspaniałe wnętrze nie poznałem w swoim życiu tak cudownej i boskiej kobiety dziękuje pani Krystyno za wszystko uratowała mi pani życie

 

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s